English
Deutsch

29 stycznia 2012-4. Niedziela Zwykła, rok B

Pwt 18,15-20

1 Kor 7,32-35

Mk 1,21-28

 

Często spotykamy się z zarzutem ludzi wątpiących skierowanym do Pana Boga: Dlaczego nie ukaże się bezpośrednio? Dlaczego nie mamy jasnego, namacalnego dowodu na Jego obecność w świecie? Pytanie takie stawiane są dramatycznie - ludzie chcą mieć wszystko jasno „czarno na białym", także samego Boga.

 

Dzisiejsze pierwsze czytanie jest opisem takiego „bez­po­śred­nie­go" spotkania ludzi z Bogiem, a raczej nie z samym Bogiem, lecz z tym, co go poprzedza: z Jego mocą. Na Synaju Izrael doświadczył objawienia się bliskości Boga w przerażających zjawiskach przyrodniczych wyrażających obecność Jego mocy: grzmoty, błyskawice, ogień, trzęsienie ziemi... Było to straszne przeżycie, ludzie mdleli ze strachu, dlatego też prosili Mojżesza: Niech więcej nie słucham głosu Pana Boga mo­je­go i niech już nie wi­dzę tego wielkiego ognia, abym nie umarł (Pwt 18,16). Prosili Mojżesza, aby on sam rozmawiał z Bogiem i potem przekazywał im Jego nakazy. Spotkanie z Bogiem nie jest „spotkaniem przy zielonym stoliku", czy czymś na wzór przyjacielskiej rozmowy na ciekawe tematy. Prawdziwe spotkanie z Bogiem jest doświadczeniem Jego świętości, co może wyrazić się w epifanii mocy, która przeraża. W Starym Testamencie wierzono, że jeżeli ktoś zobaczyłby Boga, to musiałby umrzeć, gdyż nie można było żyć dalej po zobaczeniu Boga.

 

Dlaczego tak się dzieje? Jak pamiętamy w raju Adam żył w bliskiej zażyłości z Bogiem, ale grzech tę zażyłość przerwał. Grzech sprowadził na ludzi śmierć. W spotkaniu z Bogiem, który jest światłością, odsłania się jednocześnie cała prawda mroków naszego grzechu. Odsłania się również jego konsekwencja - śmierć. Dlatego bezpośrednie spotkanie z Bogiem groziłoby nam całkowitym zniszczeniem. Jako ludzie nie możemy na ziemi spotkać Boga inaczej jak tylko za pośrednictwem kogoś lub czegoś. Stąd Boży plan zbawczy, który realizuje się przez historię zbawienia, dzieje stopniowego zbliżania się Boga do człowieka. Dzieje się to za pośrednictwem drugiego człowieka takiego jak Mojżesz, inni prorocy, nauczyciele, kapłani..., przez wydarzenia w historii, aż w końcu przez jedynego Pośrednika, Jezusa Chrystusa, który jest wcieleniem Syna Bożego.

 

Otrzymaliśmy Pośrednika prawdziwego, takiego, który przemawia z mocą, który czyni cuda... Nie jest On kimś takim jak rabini, czy filozofowie lub inni mędrcy czy guru, którzy głosili jakieś mądre zasady życia. Pan Jezus mówi jako Ten, który ma władzę. Mówi:

 

Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują (Mt 5,43n).

 

W ten sposób ustala On nowe Prawo, a właściwie dopiero On prawdziwie odsłania pełną wolę Boga wyrażoną w Prawie. Jest to głos ostateczny i rozstrzygający zgodnie z tym, co czytamy w pierwszym dzisiejszym czytaniu: Jeśli ktoś nie będzie chciał słu­chać moich słów wypowiedzianych w mo­im imie­niu, Ja od niego zażądam zdania sprawy (Pwt 18,19). Słowa, wobec których będziemy zdawać sprawę, to słowa Jezusa. On sam o tym mówi:

 

A jeżeli ktoś posłyszy słowa moje, ale ich nie zachowa, to Ja go nie sądzę. Nie przyszedłem bowiem po to, aby świat sądzić, ale aby świat zbawić. Kto gardzi Mną i nie przyjmuje słów moich, ten ma swego sędziego: słowo, które powiedziałem, ono to będzie go sądzić w dniu ostatecznym. Nie mówiłem bowiem sam od siebie, ale Ten, który Mnie posłał, Ojciec, On Mi nakazał, co mam powiedzieć i oznajmić (J 12,47-49).

 

Pan Jezus wymaga od nas pełnego posłuszeństwa. Nie zmusza jednak do tego. Jesteśmy wolni i możemy pójść za Nim lub nie. On nie chce byśmy byli Jego niewolnikami, ale dziećmi i dziedzicami, przyjaciółmi, którzy wiedzą, czego On pragnie. Dlatego nas do niczego nie zmusza. On wzywa, ale wzywając domaga się pełnego zawierzenia.

 

W Ewangelii spotykamy się dzisiaj jednak z innym posłuszeństwem względem Jego słowa: Nawet duchom nie­czys­tym rozkazuje i są mu posłuszne (Mk 1,27). Zauważmy, że w tym przypadku nie jest to wezwanie skierowane do wolności, ale bezwzględny rozkaz. Duchy, które zbuntowały się wobec Niego, muszą Go słuchać, ale jako tego, który ma moc i władzę. Ich posłuszeństwo jest uleganiem mocy i jednocześnie ucieczką w ciemność. My natomiast mamy być „dziećmi światłości", ale jeżeli odrzucimy prawdziwe światło, jakim On jest, pozostaje nam jedynie podobna ucieczka w ciemność naszego grzechu i wiecznego potępienia. Stąd troska św. Pawła z dzisiejszego drugiego czytania o skupieniu się tylko na sprawach Pana, z której wynikała rada dobrowolnego bezżeństwa. Święty Paweł żył jeszcze w mocnym przekonaniu, że Pan Jezus ponownie przyjdzie za życia jego pokolenia. Stąd jego wniosek, że nie warto się żenić i za mąż wychodzić. Dzisiaj jednak wiemy, że termin paruzji nie jest nam znany. Niemniej w życiu każdego z nas pozostaje aktualna zasada troszczenia się wpierw o królestwo Boże, bo każdego z nas koniec jest bliski. Takie zatroskanie stoi u podstaw mądrości św. Benedykta. Pisze on:

 

Póki jest jeszcze czas, póki w tym ciele będąc możemy wszystko to wypełniać w świetle ziemskiego życia, śpieszmy się i to tylko czyńmy, co nam przyniesie korzyść na wieczność (RegBen Prol 43n).

 

Tę radę św. Benedykta można realizować nie tylko w klasztorze, ale także w życiu rodzinnym.